To był szybki wyjazd w trzyosobowej grupie: Maryla Więcko, Sławek Schultis i ja. W piątek 6 XI wpół do trzeciej po południu z Jasionki do Frankfurtu, z lotniska pociągiem do Bonn, potem kilka przystanków U-Bahn do siedziby Fundacji Fryderyka Eberta, gdzie rozpoczynał się tegoroczny kongres towarzystw niemiecko-polskich. Na miejscu byliśmy krótko po ósmej, czyli podróż trwała niecałe 6 godzin, wliczając w to godzinne czekanie na pociąg. Bilety kupowaliśmy z dużym wyprzedzeniem, co oznaczało bardziej korzystną cenę, ale także brak możliwości przejazdu wcześniejszym pociągiem.
W wagonie ekspresu z Frankfurtu do Bonn tuż przy wyjściu siedziała na podłodze grupka osób o ciemnej karnacji, a na jednym z naszych miejsc spał chłopczyk. Wyglądał na jakieś sześć lat. Na szczęście obok były wolne miejsca. Chłopczyk spał twardo. Gdy po pewnym czasie przyszła go budzić młodsza siostrzyczka, musiała go długo tarmosić, a i tak zapomniał o czapce.
Zdążyliśmy na zakończenie pierwszego dnia kongresu (program jest tutaj http://www.slideshare.net/tpn-rzeszow/kongres-w-bonn), minęło nas zatem uroczyste otwarcie i wręczenie nagród „Dialogu”. Nie słyszeliśmy też pełnego erudycji i dowcipu przemówienia nadburmistrza Bonn, który nazywa się Ashok-Alexander Sridharan i pochodzi ze Sri Lanki.
Drugi dzień kongresu zaczął się o 9 i trwał do północy. Rano prezentowała się Polsko-Niemiecka Współpraca Młodzieży. Miało to postać serii wywiadów. Prowadzący zadawał pytania kilkunastoletnim uczestnikom polsko-niemieckich spotkań, a ci odpowiadali jak potrafili. Zabrzmiało to autentycznie i przekonująco.
Kolejny punkt programu został zatytułowany „Polska i Niemcy w świecie”. Na parterze siedziby Fundacji Eberta rozstawiono w różnych miejscach pięć dużych parasoli. Pod każdym stanęło kilku ekspertów i jeden tłumacz, na wypadek gdyby ktoś wolał zabrać głos po polsku. Parasole znajdowały się w zasięgu wzroku, można więc było wędrować między nimi, aby trafić na interesujący temat. Każdy z parasoli został podpisany: Bezpieczeństwo żywnościowe, migracje i handel ludźmi, sprawiedliwość energetyczna, traktaty handlowe, społeczeństwo cyfrowe. Większość czasu spędziliśmy przy kwestiach energetycznych, pamiętając o dojrzewającym zamiarze przygotowania polsko-niemieckiego kongresu na ten temat.
Po przerwie obiadowej można było wybrać jedną z trzech grup roboczych: Przykłady dobrych praktyk, wykorzystanie internetu w działalności towarzystw, wyzwania i przyszłe cele towarzystw niemiecko-polskich. Wnioski w ostatniej z tych kwestii formułowano prosto: Trzeba być obecnym, w razie potrzeby zajmować stanowisko i w miarę możliwości dawać o sobie znać.
Dyskusja panelowa na temat pamięci o przeszłości zgromadziła doborowe grono uczestników: dyrektor Muzeum Śląskiego w Katowicach Alicja Knast, dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku Basil Kerski, przewodniczący fundacji „Haus der Geschichte” prof. Hans-Walter Hütter, współprzewodniczący Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej Cornelius Ochmann, przewodniczący Związku Opieki nad Niemieckimi Grobami Wojennymi Markus Meckel.
Największe wrażenie wywarł jednak ostatni merytoryczny punkt Kongresu. Laureat nagrody „Dialogu”, redaktor naczelny magazynu „Osteuropa” dr Manfred Sapper mówił na temat „Testfall Ukraine”. Prezentował swoją niedawno wydaną książkę, w której bardzo surowo ocenił politykę państw Unii Europejskiej wobec Ukrainy. Stwierdził, że kryzys na Ukrainie jest w istocie kryzysem Rosji, gdyż demokratyczna Ukraina stanowi śmiertelne zagrożenie dla skorumpowanego reżimu Putina. Politycy europejscy wykazują jednak większą wyrozumiałość dla sprawców kryzysu niż dla ofiar, a Ukraina niesłusznie trzymana jest na dystans.
To pełne pasji wystąpienie zostało nagrodzone długimi oklaskami. Tylko jedna osoba demonstracyjnie wyszła z sali, uznając je za nazbyt stronnicze.
Zakończeniem długiego dnia była uroczysta kolacja w klubie uniwersyteckim. Ze ściany patrzyli surowo Beethoven i Goethe. Ich znane portrety pomalowano na różne kolory w wersjach pop-art. Był też zespół muzyczny, który grał dosyć głośno. Na początku rytmy bałkańskie, potem wschodnie, na końcu nadreńskie.


W niedzielę przed południem Ewa Więcko, która pracuje we Frankfurcie, odwiozła nas wynajętym samochodem na lotnisko. W Jasionce byliśmy około wpół do drugiej. Z wieloma uczestnikami tego kongresu żegnaliśmy się na krótko. Zobaczymy się niebawem podczas jubileuszu w Rzeszowie.