Program Kongresu dostępny jest w witrynie Federalnego Związku Towarzystw Niemiecko-Polskich
http://www.dpg-bundesverband.de/show/6696379.html
Skrótowe sprawozdanie z najbardziej istotnych dyskusji umieściłem pod adresem
http://www.slideshare.net/tpn-rzeszow/dpg-sprawozdanie-z-kongresu
Dodam, że dzięki kompletnej autostradzie przejazd z Rzeszowa do Drezna zajmuje wszystkiego 6 godzin, do czego należy dodać jakieś pół godziny na przerwy w podróży. Nasza trzyosobowa delegacja (Maria Więcko, Sławomir Schultis i ja) przyjechała wczesnym popołudniem, dzięki czemu mogliśmy skorzystać z zaproszenia Gerda Hoffmanna i odbyć spacer po drezdeńskiej starówce. Z początkiem lat 90. Gerd przez trzy lata jako przedstawiciel rządu Hamburga koordynował pomoc i doradztwo, jakie ten stary land udzielał nowemu. Teraz oprowadził nas pokazując: Tu były ruiny, a teraz stoi Frauenkirche, a tu nadal są jeszcze ruiny. Jednak prawie gotowa starówka robi dobre wrażenie, barokowe pałace i kościoły odzyskują blask, a złoty posąg Augusta II popatruje z drugiego brzegu Łaby w stronę Polski. Był przecież taki czas, w którym Polacy i Saksończycy mieli wspólnego króla.
Otwarcie kongresu odbyło się w siedzibie parlamentu krajowego Saksonii. Duża, okrągła sala obrad została z jednej strony przeszklona, tak że zapewne otwiera się z niej widok na brzeg Łaby, lecz wieczorem nie można było tego stwierdzić. Salę dobudowano do dawnej siedziby komitetu partii komunistycznej i tak powstał gmach parlamentu.
Panele i grupy robocze w następnym dniu obradowały w jednym z budynków Politechniki Drezdeńskiej (Technische Universität Dresden). Uczelnia zajmuje spory teren i długo nie opuszczała mnie myśl, że gdzieś tutaj musiał prowadzić swoje wykłady Victor Klemperer i gdzieś w pobliżu musiała być biblioteka, do której naziści zabronili mu wstępu.
Wieczór autorski Brygidy Helbig, połączony z odczytywaniem fragmentów jej prozy w obu językach, okazał się dobrym uzupełnieniem całodziennych dyskusji. A potem folkowy zespół łużycki spisał się jak kapela „Resovii Saltans”. Najpierw były melodie żydowskie, trochę rosyjskich, wreszcie brawurowo wykonane „Sokoły”. Kiedy uczestnicy polsko-niemieckiego kongresu razem śpiewają o zielonej Ukrainie, tańczą, pohukują – to znaczy, że kongres był udany.