Wieś Markowa koło Łancuta znana jest z doskonałych wyrobów wędliniarskich, skansenu i tragicznej historii rodziny Ulmów. Pomysł, żeby zawieźć tam grupę naszych studentów razem z gośćmi z Bielefeldu wyszedł od prezesa firmy Bimex-Böllhoff i członka naszego Towarzystwa Romana Bijaka. Muszę przyznać, że sam byłem tam po raz pierwszy.
W nocy z soboty na niedzielę spadło sporo śniegu i dość mocno wiało. W niedzielę 26 stycznia przed południem nasz ciężki autobus miejscami przebijał się przez zaśnieżoną drogę na odsłoniętych wzgórzach. Krytyczny był zwłaszcza stromy podjazd do skansenu.
Skansen to kilka zabudowan, tworzących dużą zagrodę. Wewnątrz dawne sprzęty, proste ubiory i narzędzia, warsztat tkacki, kuźnia i olejarnia. Ale kiedy o historii wsi opowiadał jej starszy mieszkaniec, to całość robiła wrażenie. Wieś została założona w XIV wieku przez niemieckich kolonistów z Łużyc, w wieku XVII po najeździe tatarskim prawie doszczętnie wyludniona i ponownie kolonizowana przez Polaków. Przez pierwsze trzy wieki księgi parafialne były prowadzone w języku niemieckim.
Dzien był słoneczny, ale temperatura minus 10 i nadal trochę wiało. Nie wszyscy z naszych gości mieli czapki i rękawiczki, dlatego raczej garnęli się do środka. A było co oglądać, zwłaszcza w budynku, w którym zgromadzono dokumenty dotyczące rodziny Ulmów. Od zdjęć, jakie Józef Ulma zrobił swojej żonie Wiktorii i dzieciom – aż po reprodukcję dyplomu „Sprawiedliwi wśród narodów świata”. Dzieje rodziny Ulmów można znaleźć tutaj
http://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3zef_Ulma
Choć skansen nie jest rozległy, mróz jednak dawał sie we znaki. Dlatego prawdziwą ulgę przyniosło wejście do ciepłego pomieszczenia, z ogniem w kominku i zestawem regionalnych przysmaków na dużym stole. Najpierw był gorący żurek, a resztę widać na zdjęciach, jakie zrobiła pani Madzia Hawro z Bimex-Böllhoff. Koniecznie trzeba dodać, że sponsorem tych pyszności była firma Bimex-Böllhoff.
https://picasaweb.google.com/100724706246055543871/Markowa?authuser=0&feat=directlink