Zdjęcia i tekst

Na koncie naszego Towarzystwa na Picasa pojawiły się zdjęcia z kwietniowego spotkania młodzieży w Bielefeldzie. Przedstawiają grupę w różnych konfiguracjach w okolicy bielefeldzkiego ratusza. Tylko ostatnia fotografia została najwyraźniej zrobiona w Kolonii.

 https://picasaweb.google.com/100724706246055543871/SpotkanieMOdziezyWBielefeldzieKwiecien2013

Trochę bardziej złożona była droga informacji „Neue Westfälische” o obchodach Święta Narodowego 3 Maja. Tekst i zdjęcie zostały opublikowane w poniedziałęk 6 maja. Zwrócił na nie uwagę ktoś z pracowników firmy Böllhoff – wielkiego producenta i dostawcy elementów złącznych, zwłaszcza dla przemysłu samochodowego, z oddziałami na całym świecie ale główną siedzibą w Bielefeldzie. Skan tej informacji trafił następnie do polskiej spółki Bimex-Böllhoff w Krzemienicy koło Łancuta. A ponieważ prezes tej spółki Roman Bijak jest przewodniczącym komisji  rewizyjnej naszego Towarzystwa, dalsza droga była już krótka.

Trzeba jeszcze dodać, że „Neue Westfälische” to jeden z dwóch dzienników regionalnych, jakie ukazują się w Bielefeldzie. Ma wyższą sprzedaż niż konkurujący z nim „Westfalen-Blatt”. 

http://www.slideshare.net/tpn-rzeszow/neue-westflische-o-wicie-3-maja-w-bielefeldzie-2013

 

 

 

Święto 3 Maja w Bielefeldzie

Minęły już prawie trzy tygodnie od tego krótkiego, lecz bardzo udanego wyjazdu. Zaczął się dobrze, bo chyba po raz pierwszy dystans z Rzeszowa do Bielefeldu, czyli około 1100 km, udało się pokonać w ciągu poniżej 10 godzin. Podróż do Tarnowa zajęła godzinę, a potem już tylko autostrada. Ponieważ dwa samochody jechały oddzielnie, na punkt spotkania wyznaczyliśmy sobie mieszkanie Barbary Diel w Brake. Barbara wcześniej zostawiła nam klucz, bo sama w tym czasie urządzała się w Podlasie, gdzie wkrótce powstanie ogrodzenie wokół jej gospodarstwa.

Następny dzien, czyli sobota 4 maja, był pogodny i relaksowy. Drobne zakupy, Ishara, także księgarnie. Kiedy po południu usiedliśmy razem pod magnolią na tarasie Theodor-Hürth-Haus, widać było po minach, że wszyscy czuli się tam dobrze. Po lewej siedzi Sławomir Schultis, dalej Teresa Pop, rektor Aleksander Bobko, kierownik THH Andrzej Chmielecki, Maria Więcko i Wojciech Furman. 

https://picasaweb.google.com/100724706246055543871/BielefeldSwieto3Maja#5881230327591578082

W sobotę wieczorem oglądnęliśmy jeszcze musical „Who is Tommy?” w Stadttheater. To był niespodziewany prezent, jaki sprawił nam dyrektor tego teatru, znany także w Rzeszowie ze wspólnych przedsięwzięć z Filharmonią Podkarpacką pan Dieter Powitz.

W niedzielę 5 maja przed południem rozpoczęła się uroczystość w ratuszu. Przebiegła wedle sprawdzonego schematu. Najpierw chór polonijny pod dyrekcją Krzysztofa Gornowicza zaśpiewał wszystkie trzy zwrotki „Witaj majowa jutrzenko”. Gości przywitał przewodniczący Towarzystwa Niemiecko-Polskiego Rainer Lux, po nim zabrał głos wicekonsul RP w Kolonii Jakub Wawrzyniak. Kiedy do mikrofonu podszedł nadburmistrz Pit Clausen, zaczął od przewrotnego pytania:

„Jak myślicie Panstwo, gdzie chciałbym teraz być? Otóż chciałbym być w samolocie, w którym oficjalna delegacja naszego miasta leci właśnie do Rzeszowa”. Rzeczywiście tego dnia miał miejsce zaplanowany wcześniej wyjazd delegacji. A potem nadburmistrz kontynuował: „Mamy taką zasadę, że jeżeli jakieś przedsięwzięcie udało się trzy razy z rzędu, to oznacza, że powinno stać się stałym zwyczajem”. Po tych słowach rozległy się brawa, bo rzeczywiście obchody Święta 3 Maja zorganizowano w Bielefeldzie trzeci rok z rzędu.

W kolejnym punkcie wystąpił z referatem rektor Uniwersytetu Rzeszowskiego prof. Aleksander Bobko. Choć jako filozof mówił o rzeczach poważnych, czyli o napięciu między bezinteresownym poznaniem a wymogami praktyki, wykład został dobrze przyjęty.

Uroczystość zakonczyło odśpiewanie hymnów panstwowych. Każdy dostał oba teksty, więc wyszło całkiem znośnie. Potem Andrzej Chmielecki zrobił nam jeszcze zdjęcie. Pierwszy od lewej stoi prof. Marian Kuźma, także z Uniwersytetu Rzeszowskiego.

https://picasaweb.google.com/100724706246055543871/BielefeldSwieto3Maja#5881231562558942066

Ponieważ długi weekend w Polsce miał się ku koncowi, dlatego zaraz po obiedzie, na który zaprosili gospodarze, ruszyliśmy z powrotem. Niektórzy zdecydowali się na podróż bezpośrednią, inni woleli nocować po drodze. Ale i tak zdążyliśmy, by we wtorek wieczorem siąść na krótko na rynku w Rzeszowie ze znajomymi członkami oficjalnej delegacji. Znalazł się w niej między innymi Olaf Selonke, Ola Rybak i Gregor Suchy.  

Wiosennie

Wczoraj SMS od Agnieszki: grupa naszych studentów jest od piątku w Bielefeldzie, wszystko idzie dobrze, pogoda też dopisuje.

Również wczoraj niespodziewanie zaglądnęła Barbara Diel. Przyjechała do Podlasu kilka dni temu, teraz robi wiosenne porządki, a jeśli tylko w niedzielę będzie pogoda, to zaprasza na  otwarcie sezonu. 

I jeszcze jedno: wczoraj wiadomość od Rainera. Postępują przygotowania do obchodów Święta 3 Maja w bielefeldzkim ratuszu. To już za niecałe trzy tygodnie.

Uwagi wtrącone

Film „Unsere Mütter, unsere Väter” oglądnąłem z ciekawości. Nie po to, by poznać prawdę historyczną, bo to przecież tylko filmowa opowieść, ale po to, by zobaczyć jak współczesna niemiecka telewizja pokaże wojenną przeszłość.

Film jest do pewnego stopnia schematyczny. Pokazuje losy piątki przyjaciół, których wojna odmienia i deprawuje. Sceny są mocne, właściwie nie ma niewinnych. Jest strach, śmierć i cierpienie.

Jedną z nielicznych pozytywnych, choć epizodycznych postaci, jest młoda Polka. Najpierw inicjuje ucieczkę z transportu do Auschwitz, potem razem z jednym głównych bohaterów o imieniu Wiktor ‒ Niemcem i Żydem równocześnie ‒ trafia do oddziału partyzanckiego Armii Krajowej i rozpoznaje możliwość zdobycia broni. 

Scena napadu na pociąg obudziła protesty niektórych Polaków. Partyzanci skutecznie atakują pociąg, lecz oprócz broni znajdują stłoczonych w wagonach Żydów. Kiedy odchodzą objuczeni zdobyczną bronią, tylko Wiktor otwiera wagony, aby wypuścić półżywych ludzi. Nie poznajemy ich dalszego losu.

Tego samego dnia, już w leśnej kryjówce, jeden z polskich partyzantów głośno wyraża niezadowolenie: Po co nam w oddziale Niemiec i do tego Żyd? Dowódca go uspokaja mówiąc, że sam się tym zajmie. W nocy każe Wiktorowi wyjść na zewnątrz i wydaje się, że wszystko zmierza do egzekucji. Ten fragment widać na poniższym zdjęciu. Ale dowódca daje mu broń i mówi: Wojna skończy się za kilka miesięcy, jesteś młody, może przeżyjesz. W końcowych scenach filmu widzimy Wiktora w zrujnowanym Berlinie.



Czy rzeczywiście jest to powód do protestów? Że nie zobaczyliśmy kolejnej wersji „Hubala”? Jestem przekonany, że warto pokazać ten film również w polskiej telewizji. Zresztą Adam Krzemiński zdążył już wyjaśnić Niemcom, przynajmniej tym, którzy czytają „SZ”, że ów partyzancki epizod jest pokazany byle jak:

http://www.sueddeutsche.de/kultur/debatte-um-unsere-muetter-unsere-vaeter-der-polnische-lueckenbuesser-1.1635654-3

Pisze Krzemiński, że gdyby rzecz działa się trochę później, Wiktor mógłby wstąpić do Armii Czerwonej i w radzieckim mundurze wkraczać do Berlina. A partyzanci z AK, niezależnie od ich stosunku do Żydów, zostaliby w gorszym przypadku na miejscu rozstrzelani przez Armię Czerwoną, a w lepszym ‒ zesłani na Syberię. 

 

5 maja w Bielefeldzie

Są kolejne dobre wiadomości z Bielefeldu. Tegoroczne obchody Święta Narodowego 3 Maja odbędą się w Bielefeldzie w niedzielę 5 maja w ratuszu. Wstępny program, jaki przesłał nam przewodniczący Towarzystwa Niemiecko Polskiego Rainer Lux, przedstawia się nastepująco:

Występ chóru polonijnego z Bielefeldu

Powitanie przez nadburmistrza

Wystąpienie przedstawiciela Konsulatu RP z Kolonii

Wystąpienie przedstawiciela Towarzystwa Niemiecko-Polskiego w Bielefeldzie

Okolicznościowy referat wygłoszony przez gościa z Rzeszowa

Występ chóru polonijnego

Hymny narodowe

Poczęstunek w kuluarach ratusza 

Obchody Święta 3 Maja odbędą się w Bielefeldzie już trzeci rok z rzędu. W tym roku okolicznościowy referat wygłosi rektor Uniwersytetu Rzeszowskiego prof. Aleksander Bobko. Znany jest już temat: „Idee und Zukunft der Universität – Herausforderung für Europa”.

Wybierzemy się tam zapewne jako kilkuosobowa reprezentacja naszego Towarzystwa. Jeśli uda się zorganizować wyjazd, chętnie o wszystkim napiszę.

Wstępny program kwietniowego spotkania

W tych dniach dotarła do nas pierwsza propozycja programu polsko-niemieckiego spotkania młodzieży w Bielefeldzie, planowanego na 11-18 kwietnia br. Będzie to rewizyta po udanym spotkaniu w styczniu br. w Rzeszowie.

http://www.slideshare.net/tpn-rzeszow/programm-april-2013

Tym razem nasza 20-osobowa grupa zamierza pojechać autobusem liniowym. Podróż będzie wprawdzie dość długa, lecz – w odróżnieniu od podróży pociągiem jak w latach wcześniejszych – unikniemy kłopotliwej przesiadki i czekania na połączenie w Warszawie.

 

Kwiecień w Theo-Haus

Są dobre wiadomości z Bielefeldu. 20-osobowa grupa naszych studentów, która w dniach 11-18 kwietnia pojedzie z tam rewizytą by wziąć udział we wspólnym programie z Oberstufen-Kolleg, będzie mogła zamieszkać w Theodor-Hürth-Haus. Nie oznacza to, że przyszłość tego schroniska jest pewna. Oznacza tylko, że widmo likwidacji z powodu kłopotów z finansowaniem zostało trochę oddalone.

W tych dniach uda nam się zapewne dopracować i uzgodnić Sachbericht, czyli wspólne sprawozdanie ze spotkania odbytego w Rzeszowie w styczniu br. Od przyjęcia tego sprawozdania będzie zależało wypłacenie dotacji przez Jugendwerk czyli Polsko-Niemiecką Współpracę Młodzieży. Kiedy dotacja wpłynie na konto Towarzystwa, zostanie szybko przeznaczona na dopłatę do biletów kolejowych dla grupy wyjeżdżającej do Bielefeldu, bo po rozliczeniu styczniowych faktur na koncie pozostało niewiele. A po rozliczeniu się z planowanego spotkania w Bielefeldzie ewentualna kolejna dotacja Jugendwerku posłuży zapewne do zapłacenia za kolejne przedsięwzięcie.

Dzien Pamięci

Jest niedziela 27 stycznia. Na prezydialnym stole w sali senatu Uniwersytetu Rzeszowskiego stoją dwie niewielkie flagi, polska i izraelska. Za stołem prof. Wacław Wierzbieniec wita gości: rabina z Warszawy, panią Lucię Retman z Hajfy i Judytę Elkin, byłą rzeszowiankę z USA. W sali zebrało się kilkadziesiąt osób. Mają za sobą modlitwę na cmentarzu żydowskim, po południu odbędzie się nabożenstwo w kościele farnym. 

Rabin mówi o Polsce, która była schronieniem dla Żydów, gdy wypędzano ich z innych krajów. A Lucia Retman mówi o swoim strachu i o instynkcie życia. Drobna, starsza pani doskonale pamięta, jak nieznana wcześniej Zofia Pomorska z Lubaczowa zgodziła się wynająć mieszkanie. Zamieszkali tam we troje – Lucia i jej starsza siostra z mężem. Potem Lucia dostała od pani Zofii metrykę jej córki i książeczkę do nabożenstwa. Z tą metryką i książeczką pojechała nocnym pociągiem do siostry pani Zofii do Przemyśla. Tam zgłosiła się na roboty do Niemiec. W obozie przejściowym w Krakowie stale obawiała się, że ktoś ją rozpozna. Strach okazał się uzasadniony, jakiś człowiek kazał jej pójść ze sobą na gestapo. Poszła i udała, że nie rozumie niemieckiego. Trafiła do pracy w firmie AEG w Berlinie i doczekała konca wojny. Teraz przyjeżdża do Polski, żeby mówić o tym dobrym, które ją tu spotkało.